sobota, 17 czerwca 2017

Yamatai UNBOXING

Kiedy po raz pierwszy ujrzałam grę Bruno Cathali "Pięć klanów" od razu wiedziałam, że będą ją mieć w swojej kolekcji. Zaraz przed tym jak miałam przytulić upragnione pudełko ukazała się "Yamatai" - produkcja, która urzekła mnie swoim klimatem i wyglądem już na samym początku. Jako kobieta muszę Wam powiedzieć, że wybory i decydowanie nie są naszą największą siłą - dobrze jest więc mieć partnera, który skwituje ten jakże ciężki wybór trafną odpowiedzią - "Zamówimy obie". Moja radość nie miała granic, a obie gry zasiliły nasz planszówkowy regał. Zdecydowałam się Wam jednak opowiedzieć o Yamatai jako pierwsze - na świat dżinów i meepli przyjdzie jeszcze pora :) 

Przenieśmy się więc razem do Japonii, gdzie handlując surowcami i stawiając budynki będziemy próbowali zjednać sobie królową Himiko. Przedstawiam przepiękną grę ...

... Yamatai



Yamatai urzeka swoim wyglądem - nie możemy odmówić tutaj przepięknym, przyciągającym grafikom, a co więcej widząc logo Days of Wonder od razu nastawiłam się (i słusznie) na wspaniałą jakość wykonania. 


Muszę przyznać, że instrukcja do tej produkcji jest maksymalnie łatwa i zgrabna - jeśli chodzi o zasady rozgrywki nie jestem jej w stanie nic zarzucić - klarowna, przejrzysta, z przykładami. Muszę jednak delikatnie przeczepić się o opisy niektórych specjalistów. Nie są one jednoznaczne i na samym początku ogrywania tej gry mieliśmy nie lada problem aby rozwikłać zagadki działania niektórych z nich. Nie mamy również tutaj karty pomocy, która opisywałaby wyżej wspomnianych specjalistów czy też właściwości każdej floty. W początkowej fazie ogrywania znacznie ułatwiłoby to partię - w zamian instrukcja krążyła z rąk do rąk.

Patrząc na planszę, która uwodzi i przyjemnie pieści nasz wzrok napełnia mnie nieopisana euforia. Bardzo entuzjastycznie podchodziłam do nabycia Yamatai, a pierwsze wrażenie po rozpakowaniu było nie do opisania. Oprócz przyciągającej szaty graficznej mamy tutaj wyznaczone miejsca na odpowiednie kafelki flot i specjalistów - na planszy panuje ład i pomimo nieco rozpraszających a zarazem pięknych grafik, nasza uwaga nie jest od niej odciągnięta.



Tak jak już wspominałam wyżej - Days of Wonder nie zawiodło - insert, który sprezentowało nam wydawnictwo, jest bardzo praktyczny i solidny. Po wyciśnięciu wszystkich żetonów z wyprasek włożyliśmy wypraski pod spód naszego plastikowego organizera, co nieco pomaga przy transporcie gry i zapobiega niechcianemu bałaganowi, który mógłby się pojawić po przerzucaniu pudełka. 

Maty gracza przedstawiają skrót wszystkich faz, przez które gracz będzie przechodził w trakcie tury - duże, klarowne. Już w trakcie pierwszej partii będziemy w stanie intuicyjnie korzystać z tej pomocy, a po dłuższym przeleżeniu gry na półce, właśnie one będą podpowiadały nam o akcjach które jesteśmy w stanie wykonać.



Plansza wraz z wyłożonymi komponentami wygląda w ten sposób - Graficznie nie mogę jej niczego zarzucić, a cała zawartość gry jest wykonana na najwyższym poziomie. Co zatem znajdujemy w pudełku?



Każdy gracz oprócz maty otrzyma swój własny, dobrany kolorystycznie zestaw budynków oraz meepli. W przypadku, gdy gramy w dwie osoby - otrzymujemy aż dwa znaczniki, tak więc sety niebieski i pomarańczowy mają nieco większą ilość elementów niż pozostałe. Każdy kolejny zestaw jest sukcesywnie zmniejszony - koloru fioletowego używamy w rozgrywce trzyosobowej, natomiast szarego kiedy mamy czterech graczy. 



Na każdej wyspie na samym początku rozgrywki ląduje jeden żeton kultury - będziemy ich używać do wykupu specjalistów - są one bardzo ozdobne, a na niektórych z nich znajduje się szara ramka - oznacza to, że pod takim znacznikiem będą znajdowały się góry. W zestawie są również żetony puste, które usuwamy z planszy pozostawiając kilka wysp gotowych do zabudowy. Kolekcjonowanie tych znaczników jest jedną z akcji, ale musimy pamiętać że zbierając kulturę będziemy udostępniać innym graczom wolne wyspy gotowe do wybudowania budynku.



Tak jak już wspominałam wcześniej - żetony gór są używane, gdy na którejś wyspie znajdzie się żeton kultury z szarą ramką - jeśli uda nam się wybudować nasz domek na górach otrzymamy nagrodę w postaci wachlarza przynoszącego nam 1 PP.



Im więcej wachlarzy, tym więcej punktów - możemy również podwyższyć wynik poprzez użycie specjalisty, którego zdolność podwaja nam PP za owe żetony na koniec gry.



W grze dostępne jest 10 różnych flot - będą one dostarczać nam statki jak i udostępniać dodatkową modyfikację do ruchu - im wyższa liczba, tym więcej łodzi i tym ciekawsza zdolność - niektóre z nich pozwalają nam rezerwować kafle budynków, inne podmieniać, przesuwać a nawet usuwać statki z planszy. Cyfra znajdująca się na dole każdego kafla wpływa na kolejność graczy w następnej turze - jeżeli zależy nam na byciu pierwszymi - powinniśmy użyć kafelka, który ma niski numer, nawet kosztem słabej zdolności czy też dostania mniejszej ilości łodzi.



W grze mamy dostępne pięć kolorów statków - każdy z nich będzie nam potrzebny do budowy lub do handlu. W każdej puli jest inna ilość łodzi - bambus jest najtańszy i jest go najwięcej, a za to złoto jest najrzadszym statkiem, którego nie można sprzedać (chyba, że ktoś się skusi na specjalistę udostępniającego taki właśnie handel).



Oprócz standardowych budynków, które każdy gracz ma w swojej puli, mamy również Tori i Pałace - są one wyżej punktowane, a stworzenie swojego własnego gmachu  w sąsiedztwie ów budynku da nam jeden wachlarz wart 1 PP.



Każdy specjalista będzie mógł zostać wykupiony za odpowiednio: dwa takie same lub trzy różne żetony kultury. Oprócz podstawowych zdolności oferowanych nam przez ów kafelki, na koniec gry część z nich będzie nam dostarczać PP. Podczas zakupu może się zdarzyć sytuacja, gdzie dostaniemy bardzo dużo monet - po każdej turze niewykupiony specjalista otrzymuje dwie monety, które trafią do kieszeni gracza decydującego się na wykup konkretnych kafelków pomocników. Muszę Wam przyznać, że nie do końca uważam że jest tutaj zachowany balans - niestety niektórzy z nich są stokroć lepsi od całej reszty. Często dochodzi do polowania na potężnych specjalistów. Gdy taki pojawia się w puli - gracze wręcz biją się aby go nabyć. 



Każdy budynek wymaga innych kolorów statków, które będą otaczać pustą już wyspę. Rozstaw łodzi nie będzie wcale łatwym zadaniem, a na dokładkę dochodzą kolory, które przez pierwsze kilka partii mogą mocno dezorientować.



W  świecie Yamatai handel jest jedną z dróg do zwycięstwa. Każde 5 monet przyniesie nam na koniec gry 1 PP, a i jeśli uda nam się zdobyć odpowiedniego specjalistę, przelicznik zmniejsza się z 5 na 3. Zbierajmy więc monety, handlujmy statkami aby zaskoczyć przeciwnika na finiszu rozgrywki! 



I ostatnie z dostępnych żetoników - Miejsca Święte, które wyłożone na wyspie blokują jej rozbudowę. Czy chcemy zniszczyć komuś plan rozszerzenia swoich wpływów w grupie wystawionych obiektów? Ten sposób wydaje się być całkiem sensowny ;) 



Yamatai jest tytułem obowiązkowym dla każdego miłośnika gier ekonomicznych - myślę, że spokojnie można ją wziąć na spotkanie ze starymi wyjadaczami, ale również na planszówkowy wieczór w gronie znajomych, którzy nie są pochłonięci przez to hobby. Łatwość i przystępność zasad sprawia, że chce się wracać. Po otworzeniu pudełka świat ekonomii, handlu i budownictwa wciągnął mnie bez reszty... Ale o tym w recenzji, która niebawem pojawi się na kanale.


Pierwsze wrażenie: 5/5
Instrukcja: 4/5
Szata graficzna: 5/5
Jakość wykonania: 5/5

Pozdrawiam Was serdecznie i zachęcam do śledzenia profilu Bluberrypuddingcake na YT gdzie niebawem ukażą się materiały o właśnie tej grze.

Ja mata!

Tekst: Ruda
Zdjęcia: Basik

       
       

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz